PLIKI COOKIES Dowiedz się więcej

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki

Rozumiem, ukryj komunikat

Leonowe Alpy 2013 cz.1

19-02-2014 admin
4 497 wyświetleń
fb g+ twitter
  • Global rating average: 0.0 out of 5
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
2

Zapraszamy do lektury najlepszej relacji roku w rankingu naszego zaprzyjaźnionego portalu Moto-Turysta. Jej bohater - Rafał Fil, zwany w towarzystwie również „Leonem” pokonał i zdobył samodzielnie Alpy. Poczujcie namiastkę emocji płynących z jego motocyklowych wojaży…

Dzisiaj prezentujemy pierwszy z trzech odcinków relacji.

 

    Uffff.... Jestem już w domu. Ciężko nie było, ale za łatwo to też nie. Ręce bolą, tyłek jakby nie mój, parę kilo mniej na wadze...ale zadowolony - chyba nawet szczęśliwy, a przede wszystkim spełniony jako motocyklista. Zostawiam motocykl w garażu i powoli zaczyna docierać do mnie, że chyba się udało. Udało się, mimo wielu wątpliwości, strachu i niedowierzaniu samemu sobie - udało się spełnić kolejne marzenie i tym samym uchylić furtkę do stawiania kolejnych, bardziej wymagających i trudnych do spełnienia celów.

    Jak wiadomo, żeby z jakiegoś miejsca wrócić to trzeba najpierw wyjechać. Jak do tego powrotu doszło postaram się w paru zdaniach "namalować".

A może by tak...

    Pomysł na wyjazd zrodził się w mojej głowie już dwa lata temu podczas pobytu w Słowenii, na który udało mi się namówić naszego kolegę Bodka. To tam po raz pierwszy w życiu zetknąłem się z Alpami. Nie były to może góry z pierwszych stron albumów, ale ich widok i piękno spowodowały, że zachciałem poznać je całe. "Całe" to określenie może na wyrost, ale zapragnąłem poznać je przynajmniej w części dostępnej dla motocykla, którym się poruszam. Już wtedy luźno rzuciłem pomysł wycieczki na następny rok: a może by tak na przyszłe wakacje zrobić Austrię, Włochy i może Szwajcarię? Koleje losu spowodowały, że tamtą część Alp zwiedziłem z innym moim kolegą Tomkiem. Po zeszłorocznym powrocie stwierdziłem, że chcę jeszcze. Po notorycznym studiowaniu map, internetu i paru książkowych pozycji powstał tytuł tegorocznej wycieczki: "ROUTE DES GRANDES ALPES".

     Route des Grandes Alpes czyli droga staroalpejska jest to trasa, która wiedzie od brzegów Jeziora Genewskiego aż do brzegów Morza Liguryjskiego. Długa na 684 kilometry, wiedzie przez jedne z najwyższych przełęczy alpejskich. Wybudowana w pierwszej połowie dwudziestego wieku miała służyć jako droga przeznaczona dla zwykłego transportu, jednak po wybudowaniu autostrad, nabrała typowo turystycznego charakteru.

     W wigilię wyjazdu, podczas pakowania, stwierdzam brak jednej śrubki w plastiku pod siedzeniem. W taką podróż z luźnym plastikiem? Nie ze mną te numery... Dzwonię do Seta i w słuchawce słyszę:

 - jak będziesz wyjeżdżał z garażu to mnie obudź. Dobrze, że chłop wyrozumiały jest i wcześnie rano mi tę śrubkę przykręci. Taki to już ze mnie mechanik...Może dlatego też nie każdy wierzył w to, że wybiorę się sam tak daleko od domu. Szczerze mówiąc, sam w to do końca nie wierzyłem... Dzisiaj pojechałbym nawet bez owiewek – taki twardziel się ze mnie zrobił ha,ha...

  

     Następnego dnia po ledwie przespanej nocy wsiadam na motocykl i zgodnie z umową naginam do Jacka. Śrubka przykręcona, kawa wypita, pamiątkowe zdjęcie zrobione, życzenia szerokiej drogi ...

Witaj przygodo, witaj nieznane !!!

      Na pierwszy dzień postawiłem sobie za cel dojechać jak najbliżej Szwajcarii. Do granicy z Niemcami ze względu na wczesną porę dnia poszło bardzo sprawnie. Niemcy jak to Niemcy. Autostrady i nuuuuda. Orzeźwiło mnie trochę Monachium. Tak jak w zeszłym roku nawigacja wpierdzieliła mnie w jakieś przebudowy okraszone wszędobylskim korkiem (myślałem, że tylko u nas tak wszystko się wlecze z tymi remontami). Ona każe mi w lewo a tam drogi nie ma. Zamknięta. Po paru podejściach i już moim - delikatnie mówiąc - zirytowaniu, odbiłem gdzieś w boczną uliczkę i jechałem tak długo, póki to moje elektroniczne pudełko odpuściło sobie opcję zawracania. To był strzał w dziesiątkę. Nowa trasa i jestem na rogatkach tego miejskiego molocha. Po drodze do Garmisch łapie mnie kilka razy deszcz. Trochę jestem przerażony - im bliżej gór tym więcej chmur i wilgoci. W samym Garmisch już tak leje, że jestem zmuszony ubrać przeciwdeszczówkę żeby móc jechać dalej.  Parująca szybka i deszcz zrobiły swoje, bo nawet nie wiem kiedy znalazłem się w Austrii. Nadeszła pora na szukanie noclegu. Tu muszę nadmienić, że ogólnie to nastawiony byłem na spanie w namiocie. Jednak nieustający z nieba prysznic bardzo szybko ostudził moje zapędy. Pamiętając z zeszłego roku, że w Austrii ceny nie zabijają, zacząłem rozglądać się za jakimś noclegiem pod dachem. Udało mi się go znaleźć gdzieś koło Piller, a może w samym Piller? Nieważne. Grunt, że sucho, ciepło i wygodnie.

     Pogoda skróciła mój plan dojazdu o jakieś 60 kilometrów, lecz nie przejmowałem się tym za bardzo. Taki dystans jestem w stanie nadrobić następnego dnia. Z tym postanowieniem kładę się do łóżka i nawet nie wiem kiedy zasypiam.

W szwajcarskim zegarku...

     Nazajutrz budzę się dość wcześnie. Od razu idę do okna sprawdzić czy przypadkiem nie leje. Asfalty mokre, niebo w chmurach, ale na całe szczęście nie pada. Dzisiaj muszę dojechać do Francji jak najbliżej początku drogi staroalpejskiej czyli miasta Thonon-les-Bains. Krótko mówiąc - cały dzień Szwajcaria z całym dorobkiem inwentarza - ograniczenia prędkości do 80km/h, jeżdżący nad wyraz ostrożnie Szwajcarzy i mój ciągły strach, żeby nie trafić na ich radar lub policję. Mimo, że jechałem bardzo przepisowo. Tak nawiasem mówiąc, Szwajcarzy nieźle "powiększyli" sobie teren tym ograniczeniem. Państwo ciupeńkie a jeeeedzie się przez nie i jeeeeedzie, aż do wyrzygania. Muszę zapamiętać, że Szwajcaria na zwiedzanie – ok, ale jako przelotówka to już - be.

    Kraj ten, jak już wspomniałem, potraktowałem bardzo tranzytowo. W miarę szybko chciałem znaleźć się na jego zachodnim końcu omijając drogie autostrady. No i oczywiście, w miarę możliwości, zahaczyć o parę przełęczy.

     Na pierwszy rzut poszła Albula. Znalazłem się na niej w miarę szybko. Dość stromy podjazd o licznych, niezbyt szerokich serpentynach zaprowadził mnie na wysokość 2315 m.

     I tutaj zaskoczyła mnie bardzo mała liczba motocykli. Kilku motocyklistów siedziało sobie na kawie w małej kawiarence na szczycie owego przesmyku. Jednak po drodze praktycznie nie mijałem nikogo. Znalazłem się sam wśród pokrytych śniegiem skał. Jest to ogromny kontrast w porównaniu do austriackiej części tych gór. Tam wszystko nastawione było na turystów. W zeszłym roku ręka nie nadążała wracać na kierownicę - tak często unoszona była w geście pozdrowienia. Jak na razie puszczałem lewą manetkę tylko i wyłącznie dlatego, aby dać odpocząć chociaż jednemu nadgarstkowi. Zjeżdżając z góry droga zmieniła się dość znacznie. Strome, wąskie zjazdy wiły się wśród skał poprzeplatanych licznymi torowiskami, wiaduktami i tunelami tzw. Kolei Retyckiej. Coś wspaniałego. Poczułem się jak na olbrzymiej makiecie fascynata modelarstwa kolejowego. Jako małolat zawsze zazdrościłem maszynistom ich pracy. Dzisiaj ta zazdrość spotęgowana została do maksimum.

    Po Albuli skierowałem się na północny zachód ku drodze, która poprzez przełęcze: Oberalppass i Furkapass miała mnie zaprowadzić do kraju smakoszy żabich udek. Przełęcze same w sobie to wspaniała uczta dla zmysłów. Jednak jedną z nich zapamiętam na długo.

Nawigacja, nawroty i przewroty...

     Kierując się już na właściwy podjazd na przełęcz Furka, moja nawigacja nagle nie wiedzieć czemu każe mi zawracać. Głowa mi mówi, że jadę we właściwym kierunku. Kurczę - może jednak się pomyliłem? O ja głupi, postanowiłem sprawdzić gdzie ten wytwór ludzkich mózgów mnie powiedzie. Mały parking na poboczu, nawrotka, już ruszam w nowym kierunku i j....b!!! - leżymy. Tzn. ja stoję, a motocykl leży na środku pasa. Wszystkie filmy obejrzane w internecie na temat technik podnoszenia nic mi w praktyce nie dały "i choćby przyszło tysiąc atletów to nie udźwigną, taki to ciężar". Cytując kolegę Pabla z jego rumuńskiej relacji: – "teraz to się z tego śmieję, ale wtedy bliższy byłem płaczu".

Czyżby to miałby być koniec? Oczami wyobraźni widziałem połamane plastiki, uszkodzoną klamkę, dźwignię zmiany biegów, pokrywę silnika... Na dodatek przejeżdżający kierowcy widząc moje nieudolne próby pozbierania się, tylko wzrokiem pytali czy ze mną wszystko w porządku? Moje oczy krzyczały – pomocy, bo sam nie dam rady! W końcu zatrzymały się dwa samochody. Motocykl stanął wreszcie na koła i nawet odpalił. Patrzę – klamka na swoim miejscu, biegi wskakują, nawet silnik i plastiki całe. Tylko kufer delikatnie obdarty i plama paliwa na jezdni. To chyba jakiś cud – mogę jechać dalej! Jak już emocje opadły znalazłem przyczynę naszej "gleby". Między parkingiem, a ulicą poprowadzona była dość głęboka betonowa rynna, której jakoś nie zauważyłem. Motocyklowi, po spotkaniu się z nią, po prostu zabrakło mocy. Zanim zareagowałem, przytulał się on już do asfaltu. W sumie moja wina.

     Z przesympatycznymi Włochami, którzy pomogli mi stanąć na nogi spotkałem się jeszcze kilkakrotnie (dzięki panowie za pomoc). Chyba nie do końca wierzyli, że jadę dalej, ale uśmiechy i podniesione w górę kciuki życzyły mi szczęścia w dalszej podróży. Wracając do zmiany marszruty przez nawigację....Otóż ta zaraza nawróciła mnie do stacji załadunkowej linnii kolejowej, transportującej samochody przez przełęcz. Ręce mi opadły. Ale cóż...Trzeba jechać dalej.

 

Kolejna część relacji i przygód Leona już wkrótce :)

powerbike-ebook-mini
Jeśli planujesz podróż motocyklem teraz lub
w przyszłości, koniecznie przeczytaj bezpłatnego ebooka „Motocyklem bezpiecznie. 19 praktycznych wskazówek i porad doświadczonych podróżników”.
Pobierz ebooka

Powiązane

Piątek i pora na ostatnią, trzecią część relacji ze zdobycia Alp przez naszego Leona. Jesteśmy aktualnie we Francji. Czytajcie, przeżywajcie i zdjęcia podziwiajcie :)

-

Artykuły promowane

Zdjęcie newsa
Salony Motorismo zapraszają na jesienną wyprzedaż odzieży i akcesoriów ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Motorismo Assistance to zupełnie darmowy, innowacyjny program wsparcia i...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Zapraszamy do Salonów Motorismo, gdzie już dostępna jest nowa, jesienna ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Wybierając się w motocyklową podróż, musisz zabrać ze sobą dużo więcej r...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Lato to czas wyjazdów. Przeważnie większość motocyklistów woli jeździć s...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Marka HJC przygotowała dla motocyklistów nowy model kasku szczękowego na...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
SW MOTECH to jeden z czołowych dostawców akcesoriów motocyklowych. Ma w ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Ostatnia, czwarta część video-poradnika, tym razem na temat tego dlaczeg...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Held świetnie leży, dobrze skrojone i dopasowane ciuchy to znak szczegól...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Dla wszystkich fanów nowinek salony Motorismo przygotowały nie lada grat...
-
Czytaj więcej >
Motorismo on Facebook