PLIKI COOKIES Dowiedz się więcej

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki

Rozumiem, ukryj komunikat

Motorismo Nordkapp 2013 - relacja z wyprawy

30-10-2013 admin
15 227 wyświetleń
fb g+ twitter
  • Global rating average: 0.0 out of 5
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
Dsc07599

8000 przejechanych kilometrów, 1000 litrów zużytego paliwa, 6 przepraw promowych, 2 wymienione opony, 5000 zdjęć i 11 godzin materiału filmowego, temperatura powietrza od 2 do 30 °C, ani jednego dnia bez motocykla i niezliczona ilość wrażeń – tak w telegraficznym skrócie wyglądała wyprawa Motorismo Nordkapp 2013.

DZIEŃ 1           Żory – Wilno (Litwa) 860km

W dzień wyjazdu zbiera się komitet pożegnalny złożony z naszej rodziny i przyjaciół. O 7.30 wszyscy żegnają nas życząc szczęśliwej drogi i powodzenia. Rozlegają się oklaski i klaksony motocykli. Podekscytowani wyruszamy w poszukiwaniu kolejnej przygody.

Droga do granicy jest bardzo męcząca. Temperatura sięga 30°C a dystans jaki mamy do pokonania tego dnia jest jak dotąd najdłuższy w tym sezonie.

Po przekroczeniu granicy z Litwą zmieniamy czas o godzinę do przodu. W Wilnie jesteśmy przed 21.00. Szukamy zarezerwowanego wcześniej noclegu u pani Edyty Rud. Oznakowanie mieszkań w centrum miasta jest dosyć specyficzne dlatego zajmuje nam to dłuższą chwilę.  Mieszkanie jest w wysokim standardzie – płacimy 40 litów na osobę.

Od pani Edyty dostajemy numer telefonu do ojca Artura z Tallina (w sprawie noclegu), niestety jak się później okazuje – nie ma miejsc.

cena paliwa na Litwie: 4,78 lita

DZIEŃ 2           Wilno, Troki

Rano wsiadamy na motocykle i jedziemy do zamku w Trokach na jeziorze Galwe. Wstęp do zamku to 20 litów.

Przed wejściem na drewniany mostek, który łączy wyspę z lądem stałym kupujemy przysmak kuchni karaimskiej - kybyny – nadziewane baraniną lub wołowiną pieczone pierożki z ciasta drożdżowego. Troki są bowiem najważniejszym ośrodkiem osadnictwa Karaimów na Litwie. Bardzo ciekawej, niestety coraz mniej licznej grupy narodowo – religijnej na świecie. O kulturze Karaimów mieliśmy okazję usłyszeć już podczas wyprawy na Krym w 2011 roku, podczas której również próbowaliśmy karaimskich specjałów kulinarnych.

Po kilkugodzinnym edukacyjnym spacerze po wspaniałym zamku gdzie poznajemy bogatą historię jego powstania i istnienia wracamy do centrum Wilna, aby zwiedzić zabytkową cześć miasta wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zaczynamy od Ostrej Bramy, następnie ratusz, Katedra Wileńska, Aleja Giedymina, budynek parlamentu i inne. Bogata historia miasta, zabytki, klimat, życie kulturalne i towarzyskie sprawiają, że odczuwamy pewien niedosyt opuszczając to miasto. Z pewnością warto zostać tu na dłużej.

 

DZIEŃ 3           Wilno – Tallin (Estonia) 600km

Na Łotwie spotykamy się ze znajomymi z Polski, którzy również podróżują na motocyklu. Jemy razem obiad, robimy pamiątkowe zdjęcia. Znajomi pożyczają nam mapę Finlandii – jedną z niewielu rzeczy, które zapomnieliśmy zabrać.

Kilkanaście kilometrów dalej zatrzymujemy się przy morzu. Piękna łotewska piaszczysta plaża skusiła nas żeby zasmakować jeszcze tego dnia kąpieli w Bałtyku. Zastanawiamy się nawet nad rozbiciem namiotu w tym miejscu, jednakże po przemyśleniu zgodnie stwierdzamy, że możemy nie zdążyć na prom z Tallina do Helsinek następnego dnia.

W centrum Tallina znajdujemy nocleg za 12 euro w Dancing Motel. Wspólna łazienka na korytarzu, ciasny pokoik, ale jest dobrze. Parking wewnątrz kamienicy za 3 euro.

Wieczorem spacerujemy po mieście – swoją drogą bardzo ładnym i klimatycznym. Przytulne knajpki kuszą nas na pyszną kolację.

cena paliwa na Łotwie: 0,98 łata łotewskiego

cena paliwa w Estonii: 1,30 euro

DZIEŃ 4           prom Tallin – Helsinki (Finlandia) – Lahti – Savolinna – Joansuu 400 km

Prom o 10.30 zabiera nas do krainy reniferów – Finlandii. Płacimy 27 euro za osobę + 33 za motocykl.

Jest pochmurno, ale ciepło. Prom płynie 2 godziny.

Zatrzymujemy się w Lahti, żeby zobaczyć słynne skocznie Salpausselkä gdzie co roku odbywają się zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich.  Skocznie wykonane są z betonu na częściowo sztucznym wzniesieniu, co sprawia, że są widoczne z daleka.

Następnym punktem obowiązkowym jest najlepiej zachowany w Europie Północnej średniowieczny zamek Olavinlinna w Savolinnie. Pięknie usytuowany na środku jeziora zamek wygląda zdumiewająco. Niestety nie udaje nam się wejść do środka, bo odbywa się tam akurat jakiś koncert muzyki klasycznej.

Nie udaje nam się tego dnia dojechać do Joansuu, bo zmęczenie daje się nam już we znaki. Poza tym robi się trochę późno. Zatrzymujemy się w campingu za 50 euro za domek z prysznicem i kuchnią na terenie ośrodka. Camping jest świetnie zlokalizowany w środku lasu nad samym jeziorem – wokół cisza i spokój. Nie znamy nazwy miejscowości ( N 62.01913°, E 29.68060°)

Kolacja to efekt naszej pomysłowości – półprodukty przywiezione z Polski jak się później jeszcze wiele razy okaże – sprawdzają się świetnie. Dziś dziewczyny serwują tortellini z sosem grzybowym, do tego polska podsuszana kiełbasa.

Na zakończenie dnia oczywiście kąpiel w jeziorze.

 

 

DZIEŃ 5           Joansuu – camping 160 km przed Rovaniemi, 400km

Jazda przez Finlandię jest bardzo monotonna. Krajobraz nie zmienia się przez większość kraju prawie wcale. Ciągle lasy, czasami jeziora i droga – cały czas prosto. Zdarza nam się zasypiać podczas jazdy.

Rozbijamy namiot na polu namiotowym jakieś 160 km przed Rovaniemi. Pierwszy raz korzystamy z pięknie urządzonej sauny fińskiej (za dodatkową opłatą).Wieczorem smażymy na grillu kupione piersi z kurczaka, dziewczyny robią sałatkę. Całą noc pada deszcz, namiot zaczyna przemakać.

DZIEŃ 6           Rovaniemi - Saarilenka

Rano budzi nas deszcz, wokół namiotu powstały spore kałuże. Pakujemy się pod zadaszeniem z grilla (gdyby nie to – wszystko byłoby mokre).

Dojeżdżamy do koła podbiegunowego w Laponii. Wioska Św. Mikołaja i Arctic Circle w jednym. Święta Bożego Narodzenia trwają tu cały rok – dziwne uczucie słyszeć kolędy i widzieć ustrojone choinki  w środku lata. W prawdzie nie spotykamy św. Mikołaja, ale nie brakuje okazji, żeby wśród tysięcy souvenirów znaleźć coś dla siebie z podobizną Mikołaja, albo skarpetkę czy poduszkę z reniferem. Oczywiście wszystko w odpowiedniej cenie. Rozczarowani komercyjnością tego miejsca – jedziemy dalej.

Po przekroczeniu koła podbiegunowego w końcu przestaje padać. 

Dojeżdżamy do miejscowości Saarilenka, gdzie wynajmujemy apartament za 80 euro za 4 osoby z sauną na wyłączność, w pełni wyposażoną kuchnią i łazienką, salonem i dwoma sypialniami. Z racji posiadania pralki – robimy pranie brudnych rzeczy.

Na kolację jajecznica z boczkiem (nawiasem mówiąc tak dobrego boczku nigdy wcześniej nie jedliśmy).

DZIEŃ 7           Saarilenka – Lakselv (Norwegia) 260 km

Rano przed naszym oknem stoją dwa piękne renifery – ten niecodzienny widok pozytywnie nastraja nas na początek nowego dnia. Niestety chwilę później podczas pakowania okazuje się, że mamy niemały problem. W VFR kończy się opona.

O godzinie 12.00 w 24 °C i pełnym słońcu wyruszamy w dalszą drogę – kierunek Norwegia. Podziwiamy piękne widoki, po drodze zwiedzamy WildSpirit Park – gdzie mamy okazję zobaczyć zwierzęta arktyczne.  Za kilka kilometrów dojeżdżamy do punktu widokowego na Jezioro Inari. Pijemy kawę i jemy domowe ciasto rozkoszując się pięknym widokiem. Tablica ustawiona na tarasie widokowym informuje nas o odległościach: Nordkapp 420km, Russia 45km.

Przed granicą robimy jeszcze zakupy w supermarkecie. Po drodze widzimy renifery.

Po przekroczeniu granicy drastycznie spada temperatura do 9 °C i zaczyna się mgła.

W miejscowości Lakselv wynajmujemy domek za 650 NOK z kuchnią i łazienką.

Na kolację serwujemy danie złożone z polskiej kaszy i sosu grzybowego z fińskimi klopsami mięsnymi.

DZIEŃ 8           Lakselv - Nordkapp – Lakselv 400km

Pogoda bardzo dobra, świeci słońce. Bajeczne widoki po drodze na Nordkapp. Trzeba uważać na renifery i owce – te ostatnie śpią na drodze w najlepsze.

Tunel na Nordkapp 6800m częściowo pod wodą – jest już niepłatny. Jest miejscem granicznym jeśli chodzi o pogodę – po jednej stronie mgła, widoczność kilka metrów a po drugiej słońce. W tunelach zimno – temperatura 7-9°C.

Wstęp na Nordkapp motocykl + 1 os. (bilet studencki) – 160 NOK. Dziewczynom udaje się przejść bokiem bez opłat.

Widoki przepiękne, chodzimy w chmurach, silny wiatr. Na Nordkapp wybudowano duży ośrodek, który w większości znajduje się pod ziemią. Znajdują się tam sklepy, wystawy, tarasy widokowe, restauracje, kino panoramiczne, gdzie co pół godziny pokazywany jest świetnie zrobiony film o czterech porach roku na Nordkapp. Spędzamy tam około 3,5 godziny robimy zdjęcia, oglądamy film i kupujemy pamiątki – naklejkę na motocykl, widokówki, magnesy na lodówkę.

Udaje się nam podjechać pod globus motocyklami – mamy okazję na dobre zdjęcie.

W drodze powrotnej pod koła wpada nam renifer – Markowi udaje się wyjść z opresji bez szwanku.

DZIEŃ 9           Lakselv – Kåfjord

Wyjeżdżamy około 10.00. Chcemy dojechać do Britavarre tj. około 480km. Niestety po drodze stan opony w VFR uległ dużemu pogorszeniu – zaczyna wystawać siatka i dalsza jazda staje pod znakiem zapytania. Szukamy rozwiązania problemu, niestety nie jest to takie proste, bo jest niedziela. Wszystko nieczynne.

Jak z nieba spada nam kolega z klubu motocyklowego MC Huset z Alty. Dostajemy od niego używaną oponę, którą w przeciągu pół godziny wymienia i to całkowicie za darmo. Możemy jechać dalej!

W miejscowości Kåfjord wynajmujemy hytte za 600NOK, która wygląda jak domek trolla – żeby przejść przez drzwi trzeba się schylać (długo po tym mamy pamiątki w postaci guzów na głowach), wychodek na zewnątrz i dużo klimatycznych dodatków. A to wszystko na tle wspaniałego widoku fiordów i lodowca.

Na kolację podano fińskie klopsy z polskim sosem pomidorowym i polskim makaronem.

DZIEŃ 10         Kåfjord – Svolvaer na wyspie Austvagoya 450 km

Wyjeżdżamy trochę późno, bo o 11.30. Po drodze kilka razy ubieramy i rozbieramy kombinezony przeciwdeszczowe. O 20.00 dojeżdżamy do Svolvaer na wyspie Austagoya, gdzie wynajmujemy apartament nad samą wodą za 700NOK. Od razu włączamy ogrzewanie, gdyż temperatura od kilku dni nas nie rozpieszcza i robimy pranie. Na kolację jemy żurek z paczki z kiełbasą z Polski. Mamy ochotę na piwo jednak za małą puszkę trzeba zapłacić 30NOK,  więc rezygnujemy. Poznajemy Czechów, którzy przyjechali tu na ryby. Umawiamy się z nimi, że następnego dnia po połowach sprzedają nam którąś ze swoich zdobyczy.

 

DZIEŃ 11         Lofoty (pętla: Svolvaer – Å – Svolvaer) 340 km

Wyjeżdżamy tradycyjnie około 11.00. Pogoda jest dobra, chociaż nie ma słońca. Podziwiamy urokliwe widoki Lofotów, piaszczyste plaże i lazurową wodę – widoki niczym z Karaibów. W krajobraz wtapiają się drewniane domy zwane rorbuer, które są zbudowane na skalnych półkach lub na palach wbitych w podłoże. Tradycyjnym źródłem utrzymania mieszkańców jest rybołówstwo a tradycyjnym przysmakiem jest tzw. sztokfisz czyli niesolona ryba (najczęściej dorsz) suszona na wietrze i słońcu na drewnianych żerdziach. Klimat w Norwegii Północnej jest idealny do produkcji sztokfisza. Ze względu na stabilne warunki, sztokfisz wytworzony na Lofotach uchodzi za najlepszy. Niestety nie mieliśmy okazji zobaczyć wiszących ryb z otwartymi paszczami, które wyglądają dosyć  osobliwie, ale kupiliśmy w jednym ze sklepików zapakowane już gotowe płaty sztokfisza, żeby zabrać cząstkę Lofotów do domu.

Dojeżdżamy do miejscowości Å  (miejscowości o jednej z najkrótszych nazw geograficznych na świecie) na końcu Lofotów – po raz drugi kończy nam się droga. Dalej już jechać nie można. Spacerujemy po skalistych klifach i podziwiamy widoki.

Wieczorem po powrocie do mieszkania spotykamy rybaków z Czech, okazuje się, że ich połowy były bardzo obfite i dostajemy od nich dwa świeżo złowione dorsze. Kolacja jest więc dziś wyśmienita :)


DZIEŃ 12         Svolvaer – Fauske 270km

Płyniemy promem z Lodingen do Bognes za 160NOK motor + pasażer. Zaoszczędzamy tym samym 200km jazdy drogą w 10°C i deszczu. 

Za podstawowe zakupy w supermarkecie na kolację i śniadanie (ziemniaki, chleb, masło, jogurt, serek, pomidory, papryka) płacimy 200NOK.

W Fauske wynajmujemy domek na kempingu ze wspólną kuchnią i łazienką za 480NOK za domek. Oprócz nas są tu same kampery.

We wspólnej kuchni gotujemy kolację – leczo z ziemniaków, papryki, cebuli, kiełbasy z Polski.

Rozwieszamy na motocyklach mokry namiot i około 22.00 idziemy zmęczeni spać.

DZIEŃ 13         Fauske – Grong 435km

Dziś niestety okazuje się, że opona Tomka też się kończy, więc mamy kolejny problem. Droga prowadzi przez najbardziej opustoszałe góry w Norwegii, przejeżdżając tą trasą jedynym budynkiem jaki zobaczyliśmy był budynek stacji koła podbiegunowego, dodatkowe wrażenia zapewniał zimny wiatr i temperatura nie przekraczająca 9°C.

Przekraczamy koło podbiegunowe – w końcu robi się ciepło – z 10°C na 14°C, ale co najważniejsze przestaje padać.

Na stacji benzynowej jemy pizzę za 100NOK (to jest promocja).

Tego dnia śpimy na kempingu w domku za 500NOK ze wspólną łazienką i kuchnią.

Na kolację jemy zupę pieczarkową z paczki i  polski makaron.

 

 

DZIEŃ 14         Grong – Kristiansund 390km

Szukamy opony dla Tomka po drodze do Trondheim, ale nic nie możemy znaleźć. Ceny tu są kosmiczne. Oczywiście znowu pada deszcz i musimy ubierać kombinezony przeciwdeszczowe.

Po jakimś czasie wymieniamy oponę, na używaną za 500NOK. Pomijamy już, że kolega wyciągnął ją ze sterty zużytych opon do wyrzucenia.  Jechać trzeba dalej – nie ma wyjścia.

Tego dnia mamy mały problem ze znalezieniem noclegu. Podobno jest tu jakieś święto i wszystko jest zajęte. Jak się później okazuje, żadnego święta nie ma, ale jest za to sposób na przyjezdnych żeby zatrzymali się w drogim a nie fajnym noclegu. Takim sposobem mamy pokój w „nawiedzonym domu” za 700NOK ze wspólną łazienką. A nawiedzony dom dlatego, że wystrój i klimat wewnątrz był dość  specyficzny – na ścianach wisiały fotografie zmarłych właścicieli oraz historia budowy tego domu.

Na kolację dla odmiany – kiełbasa z Polski podsmażana na patelni z cebulką.

DZIEŃ 15         Kristiansund – droga atlantycka – droga Trolli – Syllte 260km

Z Kristiansund jedziemy tunelem pod Oceanem Atlantyckim. Droga atlantycka to koszt 58NOK za motor i 38NOK za pasażera. Dzięki swojej architekturze, licznym mostom i wspaniałym miejscom wzdłuż wybrzeża, przez które przebiega Droga Atlantycka uzyskała status narodowego szlaku turystycznego. Ta imponująca droga poprowadzona została przez wyspy siedmioma mostami. Najwyższy z nich, most Storseisundet ma kształt pięknego łuku, który podziwiamy z jednego z punktów widokowych zlokalizowanych przy drodze atlantyckiej. Jak podaje centrum informacji turystycznej działające w regionie, wielu turystów wybiera się w podróż Drogą Atlantycką jesienią, aby zobaczyć szalejące fale rozbijające się o drogę. Budowniczy drogi przeżyli 12 huraganów, zanim droga została otwarta w 1989 roku. My mamy piękną słoneczną pogodę. Drogę atlantycką przejeżdżamy dwa razy tam i z powrotem – malowniczy odcinek ma bowiem tylko 8 kilometrów.

Decydujemy przejechać jeszcze tego dnia Drogę Trolli i zatrzymać się na nocleg tuż za nią. Trollstigen, dosłownie Drabina Trolli – położona jest na trasie do Geiranger. Otwarta w 1936 roku. Średnie nachylenie drogi wynosi 1:12. Składa się z 11 serpentyn, w większości zakręcających pod kątem 180°. Droga jest bardzo wąska a przepaście nie są zabezpieczone żadnymi barierkami. Stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych Norwegii. Otwarta zazwyczaj od połowy maja do końca sierpnia. Przy Trollstigen znajduje się jedyny w Norwegii (prawdopodobnie jedyny na świecie) znak drogowy - uwaga Trolle, przy którym obowiązkowo robimy sesję zdjęciową. W połowie drogi znajduje się kamienny most nad wodospadem Stigfossen. Droga jest niepłatna – a widoki świetne. Na szczycie drogi zbudowano dwa tarasy widokowe „zawieszone” nad przepaścią. Widoki raczej nie do opisania.  Niestety zaraz po wjechaniu na szczyt drogi zaczyn psuć się pogoda. W dół jedziemy już w deszczu.

Znajdujemy nocleg za drogą Trolli w kempingu za 450NOK za domek (utargowane z 500NOK).

Na kolację smażymy łososia z ziemniakami.  (Zakupy robimy w supermarkecie)


DZIEŃ 16         Syllte – Luster 220km

Jedziemy drogą nr 55 zwaną Sognefjellet przez góry Jotunheimen. Najwyższy punkt tej drogi to 1430 m n.p.m.  Temperatura powietrza to 5°C i zalegający śnieg. Zostawiamy motocykle przy drodze i idziemy zasmakować trochę białego szaleństwa. Rzucamy się śnieżkami i zjeżdżamy z górki.

Dojeżdżamy do Luster – tu zatrzymujemy się w domu koleżanki, czeka na nas miłe przyjęcie i ciepła kolacja. Siedzimy do późna i opowiadamy.

DZIEŃ 17         Niegardsbreen

Dziś zaplanowana wcześniej wycieczka na najbardziej dostępną odnogę lodowca Jostedalsbreen – zwana Nigardsbreen. Idziemy około godziny wyznaczonym szlakiem, cały czas kropi deszcz.  Podziwiamy piękne dzieło natury jakim jest lodowiec. Niesamowita jest siła, z jaką woda wypływa spod lodowca i niebieskie bryły lodu zwisające nam nad głowami. Wycieczka pod lodowiec robi na nas duże wrażenie.

Wieczorem wybieramy się do Lustersanatorium – opuszczonego szpitala psychiatrycznego położonego na szczycie fiordu. Spacer po korytarzach i pomieszczeniach szpitala to nie lada przeżycie. Wszędzie leżą jeszcze resztki wyposażenia szpitala: zasłony w oknach, pościele, stare dokumenty, proteza nogi, nosze itp. Budynek jest ogromny – kilkupiętrowy, z ogromną klatką schodową. Nagle zauważamy kogoś w jednym z okien. Wychodzimy z pośpiechem z budynku. Okazuje się, że młody chłopak zamieszkał w jednym z budynków kompleksu szpitalnego, porzucił swoje dotychczasowe nudne – jak twierdzi – życie i opiekuje się za darmo szpitalem prowadząc w nim niewielkie remonty. Mamy szczęście, że spotykamy go na dworze – zazwyczaj – jak mówi – wchodzi do środka i straszy nieproszonych gości doprowadzając ich niejednokrotnie do płaczu.

Chłopak opowiada nam nieco o swoim życiu – nie ma praktycznie kontaktu ze światem – cały czas spędza w budynku szpitala, w którym samobójstwo popełniło kilkadziesiąt osób, a mieszkańcy są przekonani o obecności w nim zjawisk paranormalnych. On jednak nie czuje strachu – na strychu szpitala, obok ogromnej biblioteki urządził sobie pokój (który nam pokazał). Człowiek co najmniej dziwny – jak wszyscy zgodnie stwierdzamy.

Po dniu pełnym wrażeń odpoczywamy u naszej koleżanki Wioli i szykujemy się do jutrzejszego wyjazdu. Podejmujemy również decyzję o zmianie trasy – nie pojedziemy autostradami przez Danię i Niemcy – a popłyniemy promem z Ystadu do Świnoujścia zaoszczędzając tym samym jeden dzień i przynajmniej nie będziemy się męczyc monotonną jazdą po autostradzie.

DZIEŃ 18         Luster – Oslo 500km

„Śnieżną drogę" (Snøvegen lub Aurlandsvegen).przejeżdżamy w 2°C i deszczu. Warunki panują ekstremalne. Dalsza droga wiedzie przez tunel Lærdal (Lærdalstunnelen) zbudowany w 2000 roku, który  połączył Lærdal oraz Aurland - dwie miejscowości położone u końca dwóch odgałęzień Sognefjordu. Liczy około 25 km i jest podobno najdłuższym drogowym tunelem i trzecim na liście najdłuższych tuneli świata. Przejazd tunelem jest bezpłatny.

Tuż przed zjazdem serpentynami do Aurland zatrzymujemy się jeszcze na chwilę przy platformie widokowej Stegastein, z której można podziwiać rozległą panoramę na Aurlandfjorden i miasteczko Aerdal położone u podnóża, do którego serpentynami wkrótce dojeżdżamy.

Centrum Oslo przejeżdża się tunelami – nie ma zasięgu GPS dlatego robi się małe zamieszanie.

Za Oslo jest bardzo trudno o nocleg, dużo turystów i brak wolnych miejsc. Poza tym jest więcej hoteli niż domków czy kempingów. W końcu znajdujemy ogromny apartament za 800NOK w ośrodku przy głównej drodze gdzie znajduje się cały kompleks mieszkań do wynajęcia.

Na kolację makaron z sosem serowym, ziemniaki i kiełbasy z Polski – zużywamy wszystkie resztki żywności, które nam zostały. Najdziwniejsze jest to, że jeszcze nam smakują.

DZIEŃ 19         Oslo – Ystad 590 km

Do Ystadu dojeżdżamy dużo przed czasem – czekamy na prom około 2 godziny. Prom polski Polferies kosztował nas 650zł i był dla nas drastycznym zderzeniem z polską rzeczywistością w Szwecji. Nagle znaleźliśmy się w Polsce nieprzygotowani na to – załoga składa się z Polaków a pasażerowie również sami Polacy. Motocykle kazano nam mocować pasami na własną odpowiedzialność, nikt nie powiedział jak. Całą noc nie spaliśmy zestresowani wstrząsami płynącego promu – czy motocykle jeszcze stoją? Na dodatek w pomieszczeniu z fotelami lotniczymi obok nas rozsiedli się pijący całą noc i hałasujący Polacy (nie obchodził ich zakaz spożywania alkoholu w tym miejscu). Zaskoczeni i oszołomieni nagłą zmianą obyczajów a na dodatek zmęczeni wracamy do kraju.

DZIEŃ 20          Świnoujście – Międzywodzie 40 km

O 6.00 rano prom dopływa do Świnoujścia. Jemy śniadanie na stacji benzynowej. Pomimo zmęczenia i perspektywy powrotu do domu poprawiają nam się humory.

Jak to nad morzem w Polsce nocleg znajdujemy po 4 godzinach szukania 40 kilometrów od Swinoujścia. Teraz już tylko odpoczynek, rybka w restauracji, plaża i powrót do rzeczywistości.

Do Żor wróciliśmy po 22 dniach w siodle motocykla. Nie spodziewaliśmy się, że czeka nas takie huczne przyjęcie. Rodzina i przyjaciele przygotowali dla nas imprezę powitalną z owacjami, balonami i transparentem „Witamy z podróży”, od razu człowiekowi się zrobiło cieplej na sercu. I pomyśleć, że po 8000 kilometrów, gdzie każdy dzień spędzaliśmy w innym miejscu w innych okolicznościach, wracamy do domu. Wszystko cieszy, ale człowiek jakiś taki nieswój – chciałby jeszcze jechać dalej i dalej…

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że wyprawa mogła się odbyć, w szczególności sponsorom Motorismo i firmie Shoei, firmie DamirTeam z Wodzisławia Śląskiego, patronom medialnym tuZory.pl, zory.com.pl, tygodnikowi „Nowiny” i Prezydentowi Miasta Żory za objęcie honorowego patronatu nad wyprawą.

Dziękujemy również tym, którzy sprawili, że wyprawa zakończyła się szczęśliwie, w szczególności Klubowi MC Huset z Alty za podarowanie nowej opony oraz rodzinie i przyjaciołom, którzy w nas wierzyli i wspierali.

Poniżej przygotowaliśmy spis akcesoriów, które mieliśmy ze sobą podczas wyprawy. Niektóre z nich okazały się bardzo przydatne, ale były również takie, bez których moglibyśmy się obejść. Zestawienie to odnosi się do specyficznych warunków pogodowych i innych w jakich znaleźliśmy się w Finlandii i Norwegii i jest wynikiem subiektywnych odczuć uczestników wyprawy. Prosimy zatem o niesugerowanie się w 100% poniższym zestawieniem.

 

Niezbędne

Przydatne

Nieprzydatne

Akcesoria do motocykla

  • nowe opony (w Finlandii i Norwegii jest specyficzny rodzaj asfaltu – bardzo kamienisty, opony błyskawicznie zużywają się)
  • grzane manetki
  • smar do łańcuchów
  • narzędzia

 

 

 

  • nawigacja GPS
  • zestaw naprawczy do opon
  • gniazdo 12V w motocyklu do ładowania urządzeń elektrycznych
  • turystyczna kanapa motocyklowa

 

brak

Inne akcesoria

  • śpiwory
  • odzież termo aktywna
  • podpinki pod kurtki i spodnie motocyklowe
  • odzież przeciwdeszczowa (buty, spodnie, kurtki, rękawice)
  • żywność – półprodukty z Polski do przygotowania posiłków
  • mapy papierowe
  • wymiana waluty w Polsce na korony norweskie (brak możliwości wymiany waluty w Norwegii)
  • karta kredytowa i płatnicza
  • apteczka (środki przeciwbólowe, przeciwgorączkowe, magnez, witaminy itp.)

 

  • interkom
  • grube rękawice motocyklowe
  • termos
  • własne sztućce i podstawowe naczynia (kubki, miseczki, menażki)
  • proszek do prania
  • stojak do aparatu fotograficznego
  • kamera wyczynowa
  • dla osób palących papierosy z Polski, to samo dotyczy alkoholu
  • grzałka elektryczna

 

  • kuchenka gazowa
  • prysznic solarny
  • namiot

 

PRZYDATNE INFORMACJE

  • w Norwegii jest bardzo małe prawdopodobieństwo kupienia używanej opony a nowa opona w przeliczeniu na złotówki to koszt zakupu trzech opon w Polsce
  • w Norwegii i Finlandii po 20.00 nie sprzedają piwa w supermarketach, na stacjach benzynowych alkoholu nie ma w ogóle, a całkiem na północy picie piwa jest traktowane przez miejscowych  prawie jak przestępstwo
  • w Finlandii na większości stacji benzynowych paliwo tankuje się po uprzednim podaniu ilości litrów do zatankowania – w razie przeliczenia się - reszta nie jest zwracana
  • w Norwegii na niektórych stacjach benzynowych pobierana jest kaucja z karty płatniczej przed tankowaniem (jeśli trafisz na weekend zwrócona będzie dopiero w dzień roboczy!)
  • karta kredytowa przydaje się przy płatności na promach
  • w Norwegii jest wiele przepraw promowych – my nie spotkaliśmy się z niepłatnymi
  • zakupy najlepiej robić w supermarketach – nie kupuj na stacjach benzynowych
  • w Norwegii butelki z Coca-Coli i piwa są zwrotne – można je zwrócić w automacie w każdym supermarkecie, drukuje się bilecik z kwotą, która jest odliczana w kasie przy okazji następnych zakupów. Za 4 puszki i jedną plastikową butelkę z Coli kupiliśmy czekoladę.
  • nieprawdą jest, ze nie można wynająć domku na jedną noc, nie spotkaliśmy się ani razu z odmową w tej kwestii
  • nie ma konieczności wcześniejszej rezerwacji noclegów w Norwegii czy poszukiwania ich na mapie, ponieważ kampingi, domki czy pola namiotowe są bardzo dobrze oznaczone przy drodze i jest podana dokładna odległość do noclegu od głównej drogi, poza tym jest ich bardzo dużo i nie ma obawy, że nie będzie gdzie spać. Warto jednak zakwaterować się do godziny 20.00, ponieważ później recepcje mogą być nieczynne. Ceny domków kształtują się od 400NOK do 800NOK za domek 4 osobowy. Pola namiotowe wyposażone są w prysznice, kuchnie (wspólne lub w domkach – w zal. od ceny), w niektórych kampingach prysznice są na żetony (10NOK za 5 minut)
  • w domkach nie ma poszewek na pościel, więc lepiej mieć własne śpiwory
  • kawa na stacjach benzynowych czy w barach jest bardzo droga, więc dobrym rozwiązaniem jest termos i własna kawa (oczywiście dla tych, którzy bez kawy nie rozpoczynają dnia)
  • zabranie półproduktów żywnościowych z Polski sprawdziło się w 100% (makarony, kasze, sosy w saszetkach, tortelini, zupy, tuńczyk w puszcze, śledzie, kiełbasa podsuszana pakowana próżniowo itp), na miejscu dokupywaliśmy pieczywo, masło, warzywa, ryby czy mięso i sami przygotowywaliśmy posiłki
  • nie zabieraliśmy ze sobą tym razem  żadnych „zupek chińskich” w zamian za to zamówiliśmy podsuszane kiełbasy zapakowane próżniowo, które przetrwały do końca wyprawy i stanowiły pożywną przekąskę w każdej sytuacji
  • za kołem podbiegunowym może wystąpić problem ze snem – ciężko się przyzwyczaić do braku ciemności
  • na północy Finlandii i Norwegii trzeba uważać na renifery – zauważysz jednego – lepiej zwolnij – to zwierzęta stadne. Oprócz tego dużo owiec śpiących na jezdni i innych zwierząt domowych.
  • w Norwegii nie ma patroli policyjnych – kamery instalowane są w TIRach i nieoznakowanych radiowozach, które podczas swojej trasy rejestrują wszystko na drodze. W terenie zabudowanym rozstawiane są foto radary, które robią zdjęcia od przodu i od tyłu lub rejestrują czas przejazdu. Każdy foto radar jest poprzedzony znakiem informacyjnym.
  • radzimy pilnować poziomu paliwa w baku i nie jeździć na rezerwie, ponieważ stacje benzynowe ( w szczególności na północy) oddalone są od siebie nawet o 200km.
  • bez problemu można wszędzie dogadać się w języku angielskim – zarówno dzieci jak i starsze osoby znają bardzo dobrze ten język
  • w Norwegii drogi prowadzą przez liczne tunele – płatne i niepłatne, niektóre poprowadzone pod wodą, należy w nich zachować szczególną ostrożność, gdyż niektóre są kręte lub nieoświetlone, a w środku można spotkać np. stado reniferów.

 

Filmową relację z wyprawy Motorismo Nordkapp 2013 obejrzycie tutaj!

Tekst: Monika Szopa

powerbike-ebook-mini
Jeśli planujesz podróż motocyklem teraz lub
w przyszłości, koniecznie przeczytaj bezpłatnego ebooka „Motocyklem bezpiecznie. 19 praktycznych wskazówek i porad doświadczonych podróżników”.
Pobierz ebooka

Artykuły promowane

Zdjęcie newsa
Salony Motorismo zapraszają na jesienną wyprzedaż odzieży i akcesoriów ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Motorismo Assistance to zupełnie darmowy, innowacyjny program wsparcia i...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Zapraszamy do Salonów Motorismo, gdzie już dostępna jest nowa, jesienna ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Wybierając się w motocyklową podróż, musisz zabrać ze sobą dużo więcej r...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Lato to czas wyjazdów. Przeważnie większość motocyklistów woli jeździć s...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Marka HJC przygotowała dla motocyklistów nowy model kasku szczękowego na...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
SW MOTECH to jeden z czołowych dostawców akcesoriów motocyklowych. Ma w ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Ostatnia, czwarta część video-poradnika, tym razem na temat tego dlaczeg...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Held świetnie leży, dobrze skrojone i dopasowane ciuchy to znak szczegól...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Dla wszystkich fanów nowinek salony Motorismo przygotowały nie lada grat...
-
Czytaj więcej >
Motorismo on Facebook