PLIKI COOKIES Dowiedz się więcej

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki

Rozumiem, ukryj komunikat

Śladami MS Chrobrego - motocyklowa wyprawa przez Patagonię

09-05-2014 admin
3 526 wyświetleń
fb g+ twitter
  • Global rating average: 0.0 out of 5
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
2

Zapraszamy do kolejnej odsłony przygód naszych podróżników. Dzisiaj są już w Argentynie. Ale po kolei...

Pod koniec rejsu z niecierpliwością oczekiwaliśmy momentu zejścia na ląd i rozpoczęcia naszej przygody z Ameryką Południową. Czekały na nas ogromne przestrzenie argentyńskiej pampy i wietrzna Patagonia. Wysokie andyjskie szczyty i lodowce. Zagubione miasteczka wśród pustkowi i Ziemia Ognista. Miesiąc spędzony na statku nieco nas rozleniwił, a my chcieliśmy przygody, podróży i wyzwań. 

Urugwaj

G:\Do Motorismo\2.JPG

W upalne czwartkowe popołudnie 16 stycznia 2014  wyjechaliśmy w końcu na naszych motocyklach na urugwajską  ziemię. Port znajduje się prawie w centrum miasta i jeszcze podczas wpływania do niego, z najwyższego pokładu statku mieliśmy piękny widok na miasto. Po kilku godzinach spędzonych u agenta celnego dostaliśmy czasowe pozwolenie wwozu motocykli na 12 miesięcy. Bez żadnych opłat. W rosnącym upale przejechaliśmy przez miasto. Jazda po miesięcznej przerwie, obce miasto z nieznanymi, innymi oznaczeniami ulic przyniosły nam lekki stres, ale bez problemu udało nam się dotrzeć na miejsce. Na dwie noce mieliśmy okazję zatrzymać się u Martina. Poznaliśmy go poprzez couchsurfing, stronę internetową na której można wymieniać się ofertami noclegu. Martin jakiś czas temu przebywał w Polsce. Jest aktorem. Pokazał nam stolicę i przekazał wielu informacji o swoim kraju. Spotkaliśmy się też z Konsulem Honorowym Serbii. Człowiek ten ma sporo informacji o Polakach mieszkających w Urugwaju. Ponieważ nasz wyjazd ma też drugie dno. Chcieliśmy odnaleźć potomków emigrantów którzy na 2 miesiące przed wybuchem II Wojny Światowej wypłynęli do Buenos Aires na statku MS Chrobry. Okręt ten już nigdy nie powrócił do Polski. Został zatopiony kilka miesięcy później u wybrzeży Norwegi, zbombardowany przez niemieckie lotnictwo. Jeszcze w Polsce dotarliśmy do listy pasażerów statku, w Archiwum Państwowym w Gdańsku.

G:\Do Motorismo\3.JPG

W Montevideo byliśmy kilka dni, po czym pojechaliśmy dalej. Wcześnie rano, trochę po 6 godzinie, wystawiliśmy nasze motocykle, zapakowaliśmy sakwy i worki. Żegnani przez naszego gospodarza przejechaliśmy przez puste jeszcze miasto i ruszyliśmy w kierunku Colonia del Sacramento. Na wlocie do miasta po małych poszukiwaniach znajdujemy camping i po raz pierwszy rozkładamy nasz namiot na amerykańskiej ziemi. Obok nas urugwajscy motocykliści oglądają mapę i planują swoje kolejne dni. Zostawiamy część naszych bagaży w namiocie i jedziemy obejrzeć perełkę architektoniczną jaką jest Colonia Del Sacramento założona przez Portugalczyków w 1680r. Na placyku obok latarni morskiej szybko pozbywamy się naszych ubrań motocyklowych. Upał jest trochę bardziej znośny w krótkich spodenkach. Przechadzamy się pomiędzy starymi budynkami i chłoniemy tutejszą atmosferę. Robimy małe zakupy na kolacje i jutrzejsze śniadanie. Ceny w Urugwaju są wysokie, wiedzieliśmy o tym, ale dopiero odczucie tego faktu na własnej kieszeni uzmysławia nam jak bardzo są wysokie. Za mały serek trzeba zapłacić około 10 zł, a litr benzyny kosztuje ponad 6 zł. Jakoś to przeżyjemy do momentu wjazdu do Argentyny. Na campingu robimy pierwsze większe przepakowanie naszych bagaży. Cieplejsze ubrania, podpinki do ubrań motocyklowych itp. dajemy na spody sakw. Na razie nie będą nam potrzebne. Gotujemy gulasz warzywny i odpoczywamy.

G:\Do Motorismo\10.JPG

Kolejne dni przyniosły nam kilka przygód. Po makabrycznie upalnym dniu i 180 km dojechaliśmy do Mercedes, blisko granicy z Argentyną. Nad samą rzeką znaleźliśmy kolejny nocleg. Popełniam błąd przy stawianiu motka na trawie i leci mi na bok. Motor niefortunnie zablokował się o ogrodzenie. Szybka pomoc ze strony przechodnia i już postawiliśmy go do pionu.  Przy upadku łamie się przełącznik świateł, a kask powieszony na lusterku traci mocowanie komunikatora. Pierwsza strata. Wieczorem ogłaszają alarm przeciw burzowy. Terenowe auto miejskie jeździ i informuje o wysokim niebezpieczeństwie wystąpienia silnych wiatrów i opadów. Podczas naszej kolacji na teren campingu zajeżdża nowiutkie Suzuki Ninja. Tak poznajemy Horacia i Elene. On jest architektem, a ona nauczycielem angielskiego. Tłumaczą nam, że usłyszeli od znajomego, iż w mieście są motocykliści z Polski i postanowili nas odwiedzić. Miło rozmawiamy o różnych sprawach i dostajemy zaproszenie do spędzenia kolejnej nocy u nich, oraz na tradycyjne asado ( Grill). Przemili i otwarci ludzie, którzy uzmysławiają nam jaka jest różnica kulturowa pomiędzy Europą i Ameryką Łacińską. Mamy potem wiele okazji, aby gościnność i otwartość tych ludzi obserwować na co dzień. Spędzamy następny dzień i noc u Horacia i Eleny. To spotkanie z kolei skutkuje uzyskaniem kontaktu do Alejandra, który mieszka pod Buenos Aires. Nasz gospodarz telefonicznie załatwia nam noclegi i „opiekę” na kolejny etap naszej drogi.

G:\Do Motorismo\4.JPG

Prowincja Buenos Aires

Jedziemy tam następnego ranka i zostajemy gościnnie przyjęci na następnych pięć nocy.  Po drodze, przed granicą w Fray Bentos jesteśmy już cali mokrzy. Sprawnie odprawiamy nasze maszyny, które wzbudzają spore zainteresowanie. Dostajemy czasowe pozwolenie wwozu motocykli na 90 dni i płatnym mostem na Rio Uruguay jedziemy dalej. Pogoda poprawia się i po kilkunastu minutach nasze ubrania wysychają w promieniach słońca. Wczesnym wieczorem dojeżdżamy do Tigre, na przedmieścia Buenos Aires.  Alejandro jest motocyklistą i uwielbia podróże. W garażu ma coś na kształt domku dla gości i jakby klubu motocyklowego. Na ścianach mnóstwo zdjęć motocyklowych i trofeów z różnych zawodów motorowych. Poznajemy całą jego przemiłą rodzinę i czujemy się jak u siebie w domu. Przez ten okres zwiedzamy Buenos Aires. Dzielnice La Boca, cmentarz Recoletta, dzielnicę portową, dokąd przypływały statki z emigrantami z Europy. Między innymi również MS Chrobry. Wałęsamy się małymi uliczkami oraz najszersza ulicą na świecie Avenida 9 Julio. Odwiedzamy Dom Polski. Po Buenos Aires poruszamy się jednym z naszych motocykli. Drugi stoi spokojnie w jego domu w garażu. Tak jest wygodniej, korki tu są spore pomimo, że jak nam powiedział Alejandro, większość mieszkańców wyjechała na wakacje z miasta. Pomimo, że chcielibyśmy zostać dłużej musimy jechać. Przed nami długa droga na południe, a zbliża się zima. Z powodu nieplanowanego przesunięcia terminu rejsu, mamy kilka tygodni opóźnienia.

Po pięciu wspaniałych dniach, żegnani przez wszystkich ruszamy dalej. Kolejnym naszym celem jest Willa Gesell. Mała miejscowość nad samym Atlantykiem, około 400 km na południowy – wschód od stolicy Argentyny. Jedziemy tam na zaproszenie Gali i Ryszarda.  Przeczytali artykuł w „Dzienniku Bałtyckim”, w którym był wzmianka o naszej wyprawie i postanowili nas poznać. Już przed samym ich domem zostajemy powitani flagą polską i gorącymi buziakami! Mogliśmy odpocząć przez kolejne trzy dni i schronić się przed ogromnymi upałami, które nawiedziły tego lata Argentynę. Budził nas co dzień szum oceanu, a wieczorem zajadaliśmy się pysznymi lodami, z których słynie Argentyna. Był to bardzo komfortowy i miły pobyt. O tym, że kolejne dni i tygodnie staną  się dla nas sporym wyzwaniem, jeszcze wtedy nie mieliśmy pojęcia.

 G:\Do Motorismo\5.JPG

Patagonia – wietrzna kraina.

30 stycznia 2014r,  52 dni po rozpoczęciu naszej podróży pojechaliśmy dalej. Żegnani przez Galę i Rysia jedziemy na południe, przez Mar del Plata, słynny kurort argentyński. Przed miastem, zjeżdżamy z górki i ukazuje nam się kilkukilometrowy pas wieżowców wzdłuż plaży. Wyrastają prawie z oceanu. Szybko mijamy to miejsce, a następnie Miramar gdzie tankujemy. Tego dnia chcieliśmy dojechać do Tres Arroyos, plan ten udało się zrealizować, ale z przygodami. Najpierw w drugiej połowie dnia zerwał się bardzo silny wiatr. Walczyliśmy z nim, aby utrzymać się na drodze. Niespełna 100 km przed celem niebo zaczęły zasłaniać granatowe chmury. Przyspieszyliśmy trochę mając nadzieję uciec im i zdążyć rozbić się na campingu przed miasteczkiem. Ale jakieś 30 km przed celem jeden z motocykli zgasł. Przełączam na rezerwę pewny, że silnik zaskoczy i dojadę do celu. Niestety pomimo wielu prób nie udaje się to. Chmury robią się już atramentowe, a horyzont rozświetlają błyskawice. Z pomocą przychodzi przejeżdżające auto. Kierowca zaproponował, że pociągnie mnie do stacji benzynowej. Kiedy tam docieramy spadają pierwsze krople deszczu. Tankujemy oba motocykle, ale niestety to nic nie pomaga. Jeden silnik w dalszym ciągu milczy. Stoimy pod zadaszeniem stacji, a z nieba leje się ściana wody. Zrobiło się ciemno pomimo, że jest wczesne popołudnie. Stoimy tak mokrzy, bo niewielki daszek nie osłania nas zbyt dobrze i myślimy co robić. Kiedy ja zajmuję się próbami uruchomienia silnika moja żona rozmawia z kobietą tankującą Hiluxa. Pytaj czy może jakoś pomóc. Mówimy, że chcemy przeczekać burzę i potem będziemy szukać noclegu i może warsztatu. Kobieta zamienia kilka słów z mężem i mówi, że zaholują nas do siebie do domu i tam w spokoju będziemy mogli spróbować usunąć awarię. Tym sposobem poznajemy rodzinę Laury: jej męża i córki. Spędzamy tu kolejne dwa dni. Motocykl oddajemy rano do warsztatu. Wieczorem okazuje się, że brudne paliwo zatkało filterek w gaźniku i to była przyczyna naszych kłopotów. Spędzamy rewelacyjny dzień z Berenice, córką Laury. Jedziemy na rancho, gdzie mają udojnię  krów, oraz fabryczkę serów i jogurtu. Poznajemy babcię Berenice, która przybyła do Argentyny po wojnie i mieszka w tym samym domu od początku emigracji. Wzbudziliśmy spore zainteresowanie naszą podróżą. Rozmawialiśmy długo i o różnych sprawach. Drugiego dnia jedziemy do letniskowego domku naszych gospodarzy, gdzie mamy okazję zjeść wieczorem przepyszne asado, wraz z przyjaciółmi rodziny Laury. Zwiedzamy też najbliższą okolicę i poznajemy Alejandro Trybuchowicza. Jego ojciec wyemigrował z Polski po II Wojnie Światowej. Alejandro nie mówi za dużo po polsku, ale ma ogromne godło w swoim sklepiku i mnóstwo polskich akcentów. Niesamowite spotkanie.

G:\Do Motorismo\6.JPG

Rano ze sprawnymi motorami, żegnani przez nowych przyjaciół ruszamy w dalszą drogę. Przez kolejne kilka dni jedziemy drogą numer 3. Główną trasą północ – południe w Argentynie. Krajobraz robi się monotonny. Dookoła płasko, czasem tylko droga prowadzi przez jakiś kanion. Niekiedy zbliża się do samego wybrzeża. Wtedy mamy okazję odczuć na własnej skórze siłę słynnych patagońskich wiatrów. Wiatr dosłownie spycha nas z jezdni. Dobrze, że wieje z lewej strony, nie musimy się obawiać, że nas zepchnie na jadące z naprzeciwka auta. Trochę się spieszymy na tym odcinku naszej wyprawy. Nie żebyśmy nie mieli czasu, chodzi nam o to, aby zdążyć dojechać do Ushuaia przed zbliżającą się tam zimą. Na kolejny nocleg zatrzymujemy się w Rio Colorado, nad samą rzeką. Rano stoimy w kolejce po paliwo na stacji YPF. Jak się okazało później jeszcze wielokrotnie przyszło nam czekać w takich kolejkach. Jest szczyt sezonu i dosyć duży ruch na nielicznych stacjach na tej drodze. Druga przyczyna, to niezbyt duże zbiorniki paliwa w naszych motocyklach, tylko 17,5L. Zmusza to nas do tankowania na prawie każdej napotkanej stacji. Pomimo, że mamy również dodatkowe karnistry na wszelki wypadek. Kolejne noclegi mamy  w San Antonio Oeste i Puerto Madryn. W tym ostatnim spędzamy dwie noce na kampingu. Trochę odpoczywamy, robimy mały przegląd motocykli i przygotowujemy asado. Żaden camping w Argentynie nie może funkcjonować bez parilli, takiego rodzaju grilla. Są wymurowane i stoją właściwie przy każdym stanowisku na namiot. Tak więc zajadając się argentyńską, pyszną wołowiną spostrzegamy znajome auto. To nasi współpasażerowie z rejsu przez Atlantyk, Jens I Livia. Witamy się serdecznie i długo opowiadamy o naszej podróży.

G:\Do Motorismo\9.JPG

Punta Tombo – kolonia pingwinów.

Kolejny dzień to następne kilkaset kilometrów dalej na południe. Zwiedzamy na szybko Tralew, a następnie kilkanaście kilometrów dalej w Playa Union zostajemy na noc. W sporym wietrze rozbijamy namiot, robimy małe zakupy w pobliskim sklepiku i gotujemy gulasz. Zazwyczaj sami gotujemy coś na naszej ponad czterdziestoletniej kuchence benzynowej. Czasem budzi spore zainteresowanie na campingach.  Nazajutrz wcześnie rano ruszyliśmy do Punta Tombo, zobaczyć dużą kolonię pingwinów. Tego dnia droga była prawie wyłącznie szutrowa. Pierwsze 130 km przejechaliśmy nie napotykając nikogo na drodze.

G:\Do Motorismo\7.JPG

Na miejscu płacimy za wstęp po 50 Peso i po 30 minutach przechadzamy się pośród setek, jeśli nie tysięcy pingwinów Magellana. Są wszędzie, mają wykopane gniazda pod krzaczkami, albo przechadzają się dumnie. Zwinnie i bardzo sprawnie poruszają się w wodzie skacząc do niej z rozpędu i polują na rybki. Przyglądamy się im dłuższą chwilę. Na nocleg postanowiliśmy jechać do Camarones, małego miasteczka nad samym oceanem. Kolejne 150 km przez bezdroża. Tym razem spotkaliśmy dwa mijające nas auta.

G:\Do Motorismo\8.JPG

To niesamowite uczucie być samym na takim ogromnym obszarze. Jedziemy po szutrze, może nie najgorszym, ale spore kamienie często leżące na drodze wymagają koncentracji. Dodatkowo kolejny dzień wzmagającego się wiatru nie ułatwia nam jazdy. Dziś nocleg mamy z widokiem na ocean. Zaledwie 50 m od brzegu. A nad ranem dodatkowe emocje. O czwartej rano budzi nas porywisty wiatr. Namiot smagany jego uderzeniami ugina się nad naszymi głowami i mamy wrażenie, że zaraz odleci razem z nami… Wychylam się i sprawdzam czy śledzie i kamienie mocujące namiot się jeszcze trzymają. Motocykle na szczęście ustawione przodem do wiatru też jeszcze stoją. Przez kolejne 3 godziny towarzyszy nam taka wichura i nie daje więcej pospać. Z nastaniem świtu wiatr trochę odpuszcza. Na tyle, aby podjąć decyzję, że jedziemy dalej. Do Ushuaia coraz bliżej…

Autor: Krzysztof Rudź

www.ludziepodrozuja.pl

Wcześniejsze publikacje na temat przygotowania i przebiegu wyprawy Śladami MS Chrobrego znajdziecie tutaj:

Śladami MS Chrobrego 1

Śladami MS Chrobrego 2

Śladami MS Chrobrego 3

 

powerbike-ebook-mini
Jeśli planujesz podróż motocyklem teraz lub
w przyszłości, koniecznie przeczytaj bezpłatnego ebooka „Motocyklem bezpiecznie. 19 praktycznych wskazówek i porad doświadczonych podróżników”.
Pobierz ebooka

Artykuły promowane

Zdjęcie newsa
Salony Motorismo zapraszają na jesienną wyprzedaż odzieży i akcesoriów ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Motorismo Assistance to zupełnie darmowy, innowacyjny program wsparcia i...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Zapraszamy do Salonów Motorismo, gdzie już dostępna jest nowa, jesienna ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Wybierając się w motocyklową podróż, musisz zabrać ze sobą dużo więcej r...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Lato to czas wyjazdów. Przeważnie większość motocyklistów woli jeździć s...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Marka HJC przygotowała dla motocyklistów nowy model kasku szczękowego na...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
SW MOTECH to jeden z czołowych dostawców akcesoriów motocyklowych. Ma w ...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Ostatnia, czwarta część video-poradnika, tym razem na temat tego dlaczeg...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Held świetnie leży, dobrze skrojone i dopasowane ciuchy to znak szczegól...
-
Czytaj więcej >
Zdjęcie newsa
Dla wszystkich fanów nowinek salony Motorismo przygotowały nie lada grat...
-
Czytaj więcej >
Motorismo on Facebook